poniedziałek, 19 grudnia 2016

Movember w Marco - wywiad


Marco obecne jest w Movember o 2016 roku. Dziś publikujemy wywiad z Danielem Niewińskim, który w znacznej mierze odpowiada za koordynację działań Wąsaczy w firmie z Movember Polska. Efektem tej współpracy są między innymi zawieszki łazienkowe przypominające o konieczności regularnego badania się, których niemal 50.000 sztuk rozdaliśmy Wam w ciągu tegorocznej kampanii Movember Polska.

MP: W zeszłym roku zaczęliśmy współpracować przy innej akcji, a potem zaproponowaliśmy Wam Movember. Wówczas zebraliście grupę ponad 20 wąsaczy. W tym roku jesteście ze zdwojoną siłą, bo nie tylko wizerunkowo, ale także jako partner.
DN: Przede wszystkim widzimy bezpośredni sens udziału w Movember. Widzieliśmy w zeszłym roku, że nie chodzi tylko o to, żeby się pośmiać z wąsów naszych kolegów i samemu z wąsem pokazać się na mieście, chociaż to też był dla nas duży ubaw. Dla nas naturalne było też to, że skoro jest taka akcja, to trzeba faktycznie iść na badania. Udało nam się zebrać ekipę zmotywowanych ludzi i wybraliśmy się na do urologa całą grupą. Widzimy, że akcja ma sens, ludzie podejmują to wyzwanie i na badania czekają w kolejkach. U nas wszyscy byli zdrowi w ubiegłym roku, wygraliśmy pojedynek z rakiem i w tym roku mamy nadzieję, że wygramy go znowu.

Jak wygląda wśród Waszej ekipy poświęcenie wizerunku dla Movember?
Mówisz, że akcja wymaga poświęcenia wizerunkowego, ale czy to jest takie ogromne poświęcenie, żeby zapuścić tego wąsa i opowiadać o raku? Dla ludzi, którzy tutaj pracują to w ogóle nie jest problem. Ta akcja nie miałaby sensu, gdybyśmy kogokolwiek do tego przymuszali, ale dzięki temu, że wszystko jest dobrowolne i na luzie, to cieszymy się z tych naszych wąsów i dobrze się bawimy.

Reklamujecie akcję także na zewnątrz.
Tak, nasi handlowcy zabierają na spotkania zawieszki, bo raz, że mogą powiedzieć coś o akcji, a dwa, to my je przecież zrobiliśmy, więc możemy się też pochwalić, jakie ciekawe pomysły realizujemy na produkcji. W naszej stopce mailowej też mamy informację, że wspieramy Movember.
Fajne jest to, że osoby, które nie zapuszczają Wąsa niejako rekompensują udział w akcji w inny sposób, pokazują, że chcą coś zrobić.

Skoro już o tym mówimy – widać, że macie też mocne wsparcie damskiej części załogi.
Oczywiście, bo mamy wspaniałe kobiety w naszej firmie. Trzeba byłoby ich zapytać, czemu tak mocno nas wspierają. Agnieszka mówi, że mamy wspaniałe Wąsy i jak widzi, że wchodzimy z nimi do pracy, to czuje, że nasze twarze robią coś wspaniałego.
A tak serio – u nas prawie wszyscy robią coś dla Movember. Dziewczyny wzięły sobie to do serca i dzięki przykładom, które podaliście nam w zeszłym roku, postanowiły zrobić swój plan, postawiły poprzeczkę wysoko i myślę, że teraz można je wskazywać jako takie modelowe wsparcie dla wąsaczy w pracy.

Zrealizowaliście na potrzeby kampanii Movember zawieszki, które mają przypominać mężczyznom o badaniach. Skąd pomysł, żeby zaangażować się w Movember, nie tylko wizerunkowo, ale także biorąc czynny udział w przygotowaniu całej akcji?
Był to pomysł, nazwijmy to, oddolny. Musiałbym Ci więcej powiedzieć o hierarchii czy też właściwie jej braku przy podejmowaniu takich decyzji. Mamy grupę MarcoPomaga, w skład której wchodzą zarówno pracownicy jak i zarząd. Dzięki naszemu zaangażowaniu i ku naszemu pozytywnemu zaskoczeniu, w tym roku cały zarząd się zaangażował, zapuścili wąsy i to też jest bardzo budujące.


A jakie są wasze oczekiwania dotyczące akcji? Co, jako pracownicy czy jako firma, chcecie z niej wynieść?
My angażujemy się przede wszystkim w akcje, które dają jakiś realny rezultat. Nie chodzi nam o to, żeby być gdzieś na fladze czy na ekranie, chcemy, aby przekazane przez nas środki przekładały się na jakiś realny cel, pomoc czy potencjał. Korzyści wizerunkowe, to efekt uboczny.
Wiemy, jak wyglądają statystyki badań i dla nas to jest realne dobro, które niejako „kupiliśmy” wspierając tę akcję, także inwestując w nią czy produkując konkretny wyrób. Wiemy, że w zamian za to ludzie, nie tylko u nas, dostają badania, dostają wiedzę i świadomość, a przy tym także dobrą zabawę.
Pomoc charytatywna, okraszona nawet bardzo dużym budżetem, która wygląda w ten sposób, że ktoś wysyła wniosek, my przelewamy pieniądze i wieszamy sobie dyplom na ścianie to też nie jest coś, co nas interesuje. Zajmujemy się różnymi projektami, bo chcemy realnie pomagać, jeśli widzimy efekty naszej pracy, to daje nam to satysfakcję. Zależy nam na tym, żeby nieść pomoc a nie tylko robić marketing, bo w tym celu można przecież zrobić akcję z dużym rozgłosem za dużo mniejsze pieniądze, dużo mniejszym efektem realnym, ale za to taką, która świetnie by się sprzedawała.
Dlatego zawsze chcemy, żeby projekty, w które się angażujemy miały realny rezultat.

To wy zainspirowaliście nas do zrobienia badań. Gdybyśmy nie sprawdzili w ubiegłym roku, z Wami, jak realizuje się takie wydarzenie dla większej grupy mężczyzn, pewnie byśmy się na to nie zdecydowali.
W zeszłym roku rozmawialiśmy o akcji i jeden z naszych pracowników powiedział: no jasne, wąsy wąsami, ale idziemy na badania, no nie? Każdy myślał, że zrobi to we własnym zakresie i wtedy uznaliśmy, że lepiej zrobić to jako grupa, przy okazji całej akcji – w końcu taki jest jej cel.

Nie do końca – zobacz, Movember jest prowadzony od wielu lat na całym świecie i nigdzie nie było to realizowane na taką skalę. Wszyscy mówią o tym, żeby indywidualnie dbać o profilaktykę i prowokować do dyskusji o tym, a wy sprawiliście, że postanowiliśmy wyjść z badaniami do ludzi, zaoferować im zaczną(???) pomoc w rozpoczęciu dbania o swoje zdrowie.
Kwestia samobadania to jedno, ale z rozmów wynika, że ludzie nawet nie bardzo wiedzą, jak to samobadanie zrobić, bo nie wiedzą, jaki jest prawidłowy stan wyjściowy. Dla mnie wybranie się na takie badania daje to, że wiesz, że teraz jest dobrze, więc wiesz, do czego się odnieść, jeśli pojawią się jakieś zmiany. Poza tym jest to łatwiejsze o tyle, że przełamujemy tabu profilaktyki. Podsyłamy badania ludziom pod nos, idzie człowiek na zakupy i spotyka się w galerii handlowej z akcją Movember. Wtedy wie, że nie było się czego bać, że to nie jest straszne, nie boli, że to nie jest żart. Jest to kwestia popchnięcia pierwszego kamyka do lawiny.
Mamy też nadzieję, że te zawieszki, które ludzie zabierają do swoich łazienek sprawią, że będą oni o tej profilaktyce potem pamiętać.

Bardzo pozytywne dla nas jest też to, że jak się do Was wchodzi to wszyscy wiedzą, kim jesteśmy i co robimy.
Tak pracujemy, żeby pracownicy wiedzieli co się wokół nich dzieje, w co firma jest zaangażowana. Nie chcemy takiego modelu, w którym ktoś przychodzi, wykonuje swoje obowiązki, a potem zakłada czapkę i wraca do domu, już o firmie nie pamięta. Nie chodzi też oczywiście o to, że firma wchodzi komuś z butami do domu i zamiast żyć własnym życiem masz myśleć tylko o niej, ale chcemy, żeby nasi ludzie wiedzieli, co robimy wspólnie i jaki jest tego cel.
Rozmawiamy też z ludźmi na spotkaniach, nie tylko o tym, jakie zamówienia i projekty dla klientów realizujemy, ale też o tym, co jeszcze firma robi. Zapraszamy ludzi do włączania się w przeróżne akcje, tym przypadku do zapuszczania wąsów czy do wybrania się na badania. Nie chodzi nam o to, żeby zasypać pracowników informacjami, a oni potem i tak cały ten spam odrzucą, bo zamiast coś wytłumaczyć, zalewamy ich ścianą tekstu i uniemożliwiamy de facto zdobycie informacji. Chcemy, żeby każdy u nas czuł, że to co robimy wspólnie ma sens i przynosi jakąś korzyść, nie tylko nam samym.

Całej ekipie Marco serdecznie dziękujemy za ogromne wsparcie, nie tylko w postaci zawieszek, ale także świetnych pomysłów, fantastycznych spotkań w dobrej atmosferze, Wą-SUCH Party 2016 czy wreszcie poświęconych godzin wolontariuszy.
Co sądzą inne osoby w Marco na temat Movember możesz przeczytać poniżej.

"To nie tylko kampania dla mężczyzn, ale troska kobiet też może pomóc. Nie możemy zapuścić wąsa, ale możemy zachęcać do badań i rozmawiać o tym."

"Wąsy działają. Zaraz pytanie skąd ten wąs i po co. Na początku było troszkę śmiechu, oczywiście z wąsa. Później, jak już była informacja po co, to pojawiało się zrozumienie i zainteresowanie wśród kolegów."

"Trzeba mieć niezłe jaja, żeby dać sobie zbadać jaja. Ale cieszę się, że zostałem ambasadorem akcji."

"Z tą profilaktyką jest lipa, nadal jest stygmat. Ludziom się wydaje, że profilaktyka jest dla tych, co są w jakiś sposób obciążeni, czy to przez choroby w rodzinie czy jakoś inaczej. Nie wiadomo też, gdzie iść, co ze sobą zrobić i tak dalej. A dzięki Movember – wiadomo co robić, wiadomo gdzie iść. Wizyta u urologa to nie jest coś, co godzi w męski honor, chociaż wielu facetów myśli wręcz przeciwnie."

"Ludzie pytają „skąd ten wąs” i już udało mi się przekonać kilka osób do tego, żeby się zaczęły badać cały czas. Co prawda ciągle mam ten odruch łapania brody, ale wąs to tylko na jakiś czas i to w słusznej sprawie."

"Ludzie reagują różnie – jedni nie mówią nic, inni pytają dlaczego mam ten wąs. Wiadomo, nie każdemu pasuje, ale czy wygląd prowokuje – tak."

"Myślałem, że będzie więcej żartów z badań, bo wiadomo, tematyka nierzadko dla mężczyzn wstydliwa, ale okazuje się, że moi znajomi z zainteresowaniem ze mną rozmawiają i chcą wiedzieć więcej niż tylko „skąd ten wąs”."

"Akcja super. Fajnie ją odbierają ludzie, bez skrępowania pytają o wąs i po co on jest. Ale widać też, że akcja jest coraz bardziej znana, bo coraz częściej jak rozmawiam z ludźmi to kojarzą, o co chodzi."

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Od gentlemanów dla gentlemanów - każdy komentarz mile widziany.